Wspólnota Nazaret przy parafii św. Józefa Oblubieńca w Zielonej Górze

Zesłanie Ducha Świętego

Zesłanie Ducha Świętego

 

zesłanie3Przybył wielki bohater, otwierając drzwi na oścież

 

Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.(Dz 2, 1-11)
Duch odgrywa najważniejszą rolę w wydarzeniu Pięćdziesiątnicy. Jego przybycie jest powiązane z dwoma obrazami wiatru i ognia.

Wiatr

Wiatr jest nieprzewidywalny. „Wiatr wieje tam, gdzie chce i go nie słychać, i nie wiesz skąd przychodzi i dokąd zmierza; i tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha” (J 3, 8).
Otwarcie się na działanie Ducha, oznacza stanie się stworzeniami zaskakującymi, niewytłumaczalnymi; takimi, które nie kroczą utartymi drogami znaczonymi fałszem czy słowami „przecież wszyscy tak robią”, ani ścieżkami przyzwyczajeń i powtórzeń.
Nie bez powodu pierwsi zakonnicy byli nazywani „synami wiatru” ze względu na odmienność ich działania i inicjatywy oraz nowatorstwo w postępowaniu.
Życie chrześcijańskie jest wierne Duchowi w takiej mierze, w jakiej okazuje się zdolne do zaskakiwania.
Wiatr jest nieokiełznany. Nie można go zamknąć w klatce, podporządkować czy kontrolować.
Nikt nie jest tak wolny jak święty.
Nikt nie jest tak trudny do udomowienia, jak istota poddana Duchowi.
Wiatru nie da się uwięzić. W swym działaniu, któremu trudno się oprzeć, pokonuje wszystkie przeszkody, wymiata strachy, niszczy uprzedzenia, odrzuca pewniki, pokonuje najtrudniejsze przeszkody.
Wiatru nie można zatrzymać.
Należy poddać się jego mocy, dostosować się do jego porywającej ruchliwości i podążać w kierunku przez niego wyznaczonym.
Wiatr bawi się, niosąc nas tam, gdzie nie chcemy.
Nie bójmy się. W ten sposób. odkryjemy nowy świat. Wylądujemy na „nowej ziemi”.
Wiatr jest rzeczywistością dynamiczną, nie statyczną.
Nie można go ujarzmić. Jest się ujarzmionym przez niego.
Nie można mu rozkazywać. Można mu się podporządkować.
Nie można go wytłumaczyć. Można tylko zobaczyć efekty jego działania.
Nie można mu narzucić kierunku i siły. To on wyznacza kierunek i decyduje o sile.
Przyjaciela Ducha poznaje się po tym, że jest w ciągłym ruchu.
Zbyt wiele osób religijnych zrzuca z siebie ten ciężar i przywiązuje się do bierności tak bardzo, że nie mają nic wspólnego z Duchem. Mylą go ze swoim krótkim oddechem.
Spróbujmy przemyśleć sprawę. Przyjąć Ducha w swoim życiu, oznacza przyjąć wiatr.
Kiedy szalony wiatr wypełnia nasze wewnętrzne życie czy wspólnotę – jedna rzecz jest pewna: nic nie pozostaje takie samo.
Duch ma brzydki zwyczaj nie pozostawiania rzeczy i osób takimi jakimi były. Bawi się zamianą miejsc i ról.
„Ci ludzie wywołują zamieszki w naszym mieście” (Dz 16, 20).
To nie oni są winni tylko wiatr.
 

Ogień

Duch prezentuje się także pod postacią ognia.
„Ukazały się im też języki jakby z ognia i na każdym z nich spoczął jeden”. Jeden ogień, który działa oddzielnie na każdego. Duch, który jest źródłem jedności, ale też źródłem zróżnicowania. Jedność nie przekreśla różnorodności. Oblicze jednostki nie może być we wspólnocie zatarte przez tłum.
Ogień spełnia potrójną rolę:
- oświeca
- ogrzewa
- oczyszcza
Ogień jednak ma tendencję do rozprzestrzeniania się. Do przyczepiania się. Nie przyjmuje ograniczeń. Jest zdolny do ekspansji.
„Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12, 49). Chrystus wykazuje w tym względzie niecierpliwość.
Potrzeba jednak kogoś, kto pozwoliłby się… zapalić.
Kogoś, kto nie boi się poparzeń. Kto nie zatrzymuje się w bezpiecznej odległości.
Przyjacielu, nie powinieneś mylić twojego ciepłego lenistwa z pochłaniającym ogniem Ducha.
Przybliż się do tego ognia.
Połącz twój płomyk z tym wielkim pożarem.
Przyjmij ten żar. Wytrzymaj jego temperaturę. Nie zagrzebuj go w popiele bezpieczeństwa, aby zatrzymać się w bezpiecznej odległości.
Wydaje się, że wielu chrześcijan chroni własne serca przed ogniem Ducha, dusząc się popiołami strachu, kalkulacji, „rozwagi” i nieśmiałości.
Są serca, które bronią się przed ogniem, okrążając go i próbując zminimalizować straty, zamiast poddać się jego działaniu.
Bądź przyjacielu nade wszystko dyspozycyjny wobec oczyszczającego działania Ducha.
Ogień nim coś zmieni, najpierw usuwa nieczystości i plamy.
Nie ma nawrócenia bez zmiany i nie ma zmian bez oczyszczenia i nie ma oczyszczenia bez bólu.
Nie ma przemiany bez trudu ascezy.
Musisz poddać się ogniowi, jeśli chcesz, żeby twoje życie stało się przejrzyste i pełne żarliwości.
„Bo każdy ogniem będzie posolony.” (Mk 9, 49).
Czy jesteś w stanie nie bronić się przed ogniem?
Zaakceptujesz ten Boży pożar w twoim życiu?
Zauważ, że w tej perspektywie posiąść Ducha, oznacza… ujarzmić ogień. Oznacza to stanie się osobami, wobec których nie można przejść obojętnie. Istotami, które odciskają piętno…
Łączność z ogniem ujawnia się poprzez wiarę, która zaraża.
Musisz być światłem, solą (sól pali, ma w sobie ogień!), zaczynem.
Twoim zadaniem nie jest uspokajanie, lecz prowokowanie.
Biada, jeśli ograniczasz się do uspokajania tych, którzy się do ciebie zbliżają.
W tym wypadku tajemnica Pięćdziesiątnicy ciebie nie dotyczy.
 

Drzwi są po to, aby je otwierać

Tajemnica Pięćdziesiątnicy może być wytłumaczona także obrazem drzwi, które się otwierają.
Grupa przestraszonych osób wychodzi na zewnątrz i stawia czoło tłumowi, domagając się zainteresowania, wywołując zaniepokojenie i sprawiając problemy.
Nareszcie wspólnota wychodzi poza swój zamknięty krąg. Nie odnajduje już racji istnienia w zamknięciu. „Bycie razem” prowadzi do świadczenia, głoszenia czegoś nowego.
W dniu Pięćdziesiątnicy drzwi wieczernika się otwierają. Wspólnota wychodzi. Stawia czoło światu.
Nie z własnej woli. Ale napełniona siłą tchnienia. To Duch wypycha Kościół pomiędzy ludzi, czyli do miejsc posłannictwa.
 

Pięćdziesiątnica według Jana

Oprócz opisu w Dziejach, należy zwrócić uwagę na ten opis, który nazywamy „Pięćdziesiątnicą Janową” (J 20, 19-25).
Jan w swojej Ewangelii antycypuje Pięćdziesiątnicę, umieszczając tego samego wieczoru paschy zarówno objawienie Zmartwychwstałego Jedenastu jak i dar Ducha Świętego.
Łukasz natomiast opisuje przyjście Ducha Świętego na początku Dziejów, umieszczając je pięćdziesiąt dni po Zmartwychwstaniu.
W opisie Jana zostaje podkreślona rola Jezusa i Jego inicjatywa: to On się objawia, pokazuje znaki Męki, obdarza pokojem, zleca misję, „tchnie” Ducha, potwierdza władzę przebaczania grzechów.
Zastanówmy się nad niektórymi elementami tekstu.
„Tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte, z obawy przed Żydami”. Jezus odnajduje przyjaciół zabarykadowanych w domu, przestraszonych, nękanych rozczarowaniem.
Ten, który pokonał bramy więzienia śmierci, musi teraz otworzyć więzienie, w którym zamknięci są ci, którzy mają być głosicielami Dobrej Nowiny.
W ich sercach wiara ma zająć miejsce strachu, a pokój miejsce obaw.
Ludzie przygnieceni ciężarem tragedii, jaka wydarzyła się w ostatnich dniach, staną na nogi wyposażeni w moc przełamania siły grzechu.
Grupka ludzi, która nie ma odwagi patrzeć w przeszłość, zostaje teraz skierowana ku przyszłości.

Dam wam pokój

 

„Pokój z wami”. Należy sprecyzować, jak czyni to B. Magioni, „że pokój i radość zostają ofiarowane wyłącznie człowiekowi, który pokonał egoizm i nie przystaje do świata – pokój i radość rodzą się w wolności, w prawdzie, w ofiarowaniu siebie”.
„Pokazał im ręce i bok”.
Jezus pokazuje znaki miłości, która zaprowadziła Go na krzyż, żeby zaświadczyć, że tej miłości nigdy nie zabraknie.
Wzmiankę o boku znajdziemy wyłącznie u Jana, który w swej Ewangelii podkreśla fakt ugodzenia martwego Jezusa włócznią. Krew i woda wypływające z boku mają wymiar symboliczny: ukazują dary Ducha i sakramenty.
W ten sposób „Zmartwychwstały potwierdza uczniom to, co otrzymali na Kalwarii” (J. Perron).
„Tchnął na nich i powiedział: Weźmijcie Ducha Świętego”.
Ten znak oznacza początek misji apostolskiej. Jest to kontynuacja misji, którą Chrystus otrzymał od Ojca. Ojciec posłał Syna na świat. Syn z kolei posyła uczniów, aby dokończyli zbawczego dzieła Bożego.
Misja Kościoła, przedłużenie (a nie zwykła analogia) misji Chrystusa, jest dziełem Ducha. Jest możliwa do zrealizowania tylko dzięki potędze Ducha.
 

Nowe stworzenie

 

Duch nie jest rozumiany jedynie jako potęga, która umożliwia i ożywia misję.
Znaczące jest w tym względzie słowo tchnąć.
Znajdujemy je w Starym Testamencie w dwóch miejscach. W pierwszym wskazuje na stworzenie Adama (Rdz 2, 7); w drugim, pojawia się w wizji kości, które zostają przywrócone do życia (Ez 37, 9).
Bardzo wymowne porównania.
Pięćdziesiątnica łączy się z szóstym dniem stworzenia.
Dzieło Zmartwychwstałego jest dziełem tworzenia. W wieczór paschalny uczestniczymy w nowym stworzeniu.
Rodzi się nowy człowiek, ubrany nie w „płaszcz skóry” – znak grzechu, lecz w światło i chwałę, jak Zmartwychwstały. Człowiek powtórnie staje się „na obraz i podobieństwo Boże”.
Wizja Ezechiela dopełnia całości. Symbolizuje przywrócenie zmartwychwstania Izraelowi jako narodowi. Nie jest to już wspólnota umarłych, lecz żywych.
Akt stworzenia podczas Pięćdziesiątnicy wyznacza nowy wymiar. Nie jest tylko aktem jednostkowym, jak przy stworzeniu Adama, ale dotyczy wszystkich uczniów.
Przedmiotem nowego stworzenia jest wspólnota (Pięćdziesiątnica po hebrajsku oznacza „uczynić zgromadzenie”, „zjednoczyć się”).
Oto dlaczego Pięćdziesiątnica jest uważana za święto Kościoła, rocznicę Jego narodzin.
Pięćdziesiątnica jest w konsekwencji świętem życia według Ducha dla wszystkich, którzy żyją w Chrystusie.
 

Zabieram wam pokój

 

Chrystus Zmartwychwstały ofiarowuje uczniom (jest to dar odnawiany przy każdej celebracji eucharystycznej) dar swojej obecności, pokoju, przebaczenia grzechów, mocy Ducha w celu kontynuowania Jego misji w świecie.
Lecz wspólnota nie wydaje owoców, gdy jest zamknięta w sobie.
Wszyscy zostają wezwani do działania, zmuszeni do ruchu, do wyjścia.
Uczniowie przechodzą od strachu do radości i pokoju.
Wydaje się nawet, że nie mają czasu nacieszyć się tym pokojem. Można pokusić się o stwierdzenie, że pokój został im natychmiast zabrany. Muszą bowiem stawić czoło twardemu światu, pokonać potęgę zła.
„Daję wam pokój” łączy się z „pokój zabieram wam”.
Pięćdziesiątnica staje się tajemnicą Kościoła, który pokonuje strach, wstyd i lament.
Kościół rodzący się z mocy Ducha, nie może pozostawać na marginesie. Nie ma też prawa lamentować, być ograniczanym w działaniu, nie liczyć się.
Jedyną przeszkodą może być jego własny strach.
To nie przeciwnicy mogą go trzymać z boku, ograniczać jego oddziaływanie, tylko On sam może utracić centralne miejsce w świecie.
Uczniowie także zamykali się w domu w obawie przed wrogami, lecz w momencie przyjęcia Ducha, role się odmieniły. To nieprzyjaciele zaczęli bać się ich obecności.
Apostołowie nie wzięli w odwecie prawa działania. Zmusili innych, by zajęli stanowisko wobec popełnionych przez siebie błędów.
Droga Kościoła, jak również Jego uczniów, wiedzie od strachu do wiary, od niepokoju do odwagi.
Inaczej Kościół zagubiłby ślady Zmartwychwstałego.
Tylko wówczas, kiedy nie idzie się za impulsem, nie poddaje się Duchowi, można znaleźć się w zamkniętym domu i liczyć nieprzyjaciół.
 

Znak został dany przy otwartych drzwiach

 

W Pięćdziesiątnicy podkreślaliśmy znaczenie wylania Ducha pod postacią wiatru i ognia. To dlatego Kościół porzuca strach i wychodzi, aby stawić czoło światu, być zrozumiałym w różnych językach i wywołać zadziwienie, zaskoczenie…
Kościół spełnia szczególną funkcję, jest solą, zaczynem, światłem świata.
Podejmuje zadanie zakłócenia spokoju społecznego ["ci ludzie sieją niepokój w naszym mieście" (Dz 16, 20)], tak jak czynił to Mistrz ["Stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród" (Łk 23, 2)].
Kościół, który nie chce być posądzony o zdradę, wznieca ogień i sieje zamęt…
Drzwi mają być otwarte na znak przybycia Ducha.
Koniecznie jednak trzeba zrobić krok w tył.
 

Maryja – świadek płodności w Duchu

 

Powtórzmy opis zawarty w Dziejach. Po wniebowstąpieniu przyjaciele Jezusa „Wrócili do z_duchaJerozolimy[.] Przybywszy tam weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, [brat] Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1, 12-14).
Znaczące jest to, że zanim wspólnota Kościoła stanie się trzonem apostolstwa ujawnia się najpierw jako wspólnota modlitewna: niewiast a nade wszystko Maryi.
Ona jest ekspertem i wie, że każda misja powinna zaczynać się w ten sposób. Nie można wyruszyć, jeśli brakuje Najważniejszego.
Jednomyślni w modlitwie, bo jednomyślni w projekcie misyjnym.
Maryja przeżywała to w chwili Zwiastowania.
Wobec niespodziewanego objawienia planu Bożego Matka Boża rozważyła własne możliwości i stwierdziła, że nie jest w stanie wykonać tego, o co prosi Bóg.
„Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” (Łk 1, 34).
Anioł wyjaśnia: To nie zależy od Ciebie, tylko od Niego.
Nie powinnaś liczyć tylko na siebie, lecz na moc z góry.
„Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię” (Łk 1, 35).
Duch jest „Święty”, czyli wydzielony, przynależy do innego świata. To właśnie On uświęca, wprowadza istotę w nowy świat, w sferę bóstwa, poddając ją działaniu, które pokonuje bariery ludzkie.
Maryja uczy się, że sprawy nie zależą od Niej, lecz od Boga, dla którego „nic nie jest niemożliwe”.
Dziewica rozumie, że stworzenie otrzymuje od Ducha nowe możliwości, które pozwalają zrealizować zadanie niewykonalne z ludzkiego punktu widzenia.
„Oto Ja” – nie jest tylko oddaniem się do dyspozycji (Łk 1, 38) („służebnica Pańska”) zleconemu zadaniu, lecz oddaniu się do dyspozycji Ducha, jego tchnieniu, ogniowi i stanie się czystym przyjęciem „mocy” z wysoka.
Obecność Maryi w Wieczerniku oznacza łączność Jej misji, z misją Kościoła. Wszystko zaczęło się od zstąpienia Ducha. Teraz, wszystko się powtarza ze zstąpieniem Ducha na Apostołów.
Misja Jezusa została zapoczątkowana poprzez zstąpienie Ducha w momencie chrztu w Jordanie.
„Pozostanie” w sali na górze, jest widocznym znakiem nieliczenia na ludzkie siły i środki, lecz podejmowania zadań po przyjęciu „mocy z góry”.
Maryja, kobiety i Apostołowie świadczą o tajemniczej płodności Kościoła, który przyjmuje potęgę Ducha.
Maryja przypomina, że Duch jest Duchem misyjnym.
Zatem modlitwa (rozmowa z Bogiem) i misja (głoszenie ludziom) są pod znakiem Ducha, który umożliwia, inspiruje, zarówno dialog z Bogiem, jak i dialog z braćmi rozproszonymi w świecie.

Wspólnota, która się modli, jest w stanie uczynić wszystko.
Powróćmy do obrazu rodzącej się wspólnoty. „Po tej modlitwie zadrżało miejsce, na którym byli zebrani, wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i głosili odważnie słowo Boże” (Dz 4, 31).
Wszystko jest możliwe dla wspólnoty, która się modli.
Jest ona zdolna do wszystkiego.
Jest umocniona jednością z Bogiem, silna, zjednoczona.
Tę tajemnicę przekazał jej sam Chrystus. To On objawił, jak można być niepokonanym w Bogu. „Zaprawdę powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18, 19).
Wspólnota, która się modli, jest w stanie poruszyć rękę Boga i otrzymać od Niego każdą rzecz.
Nie możesz powiedzieć nam nie.
Jest nas wielu, jesteśmy jak bracia i siostry, kochamy się.
Przedstawimy Ci pytania, co do których jesteśmy zgodni. Nasze serca są zjednoczone.
Nie możesz nam niczego odmówić.
Po wspólnocie, która się modli i może wszystko, można się spodziewać każdej niespodzianki.
Nie wiadomo do czego jest zdolna, co może osiągnąć, jaką reakcję może wywołać.
Modlitwa nie jest nakierowana na otrzymanie łaski.
Modlimy się wspólnie, żeby otrzymać najważniejszy dar – Ducha.
Nie zapominajmy, że Jezus zachęcając do modlitwy stałej, ufnej obrazuje dar Ducha: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11, 13).
Oznacza to, że modlitwa jest wysłuchana poprzez dar Ducha Świętego.
A kiedy On działa, nawet najbardziej zaskakujące plany mogą się zrealizować, burząc równowagę świata…
Poprzez modlitwę wspólnota nie tylko otrzymuje dar Ducha, ale także zostaje pouczona przez Słowo.
Tak, modlitwa ewangelizuje.
W ten sposób wspólnota pouczona na modlitwie, obleczona tchnieniem, zmienia się, rozwija i staje się nieprzewidywalną, zdolną do wszystkiego.
Wszystkiego można się spodziewać po wspólnocie, która się modli.
Maryja przypomina swoją obecnością w Wieczerniku Pięćdziesiątnicy, że przed „wyjściem” trzeba zatrzymać się na długo na modlitwie. Modlić się żarliwie, aby zrozumieć, że nie wszystko zależy od nas…

 

Alessandro Pronzato, Różaniec rozważania - III tajemnica chwalebna